В этой комнате слышно, как ночью идут поезда
Где-то там глубоко под землёй, в бесконечном тоннеле…
Пережить бы ноябрь! Если Бог нас не выдаст, тогда
Не учует свинья, и, глядишь, не сожрёт в самом деле.
Пережить бы ноябрь – чехарду приснопамятных дат,
Эти бурые листья со штемпелем на обороте,
Этот хриплый смешок, этот горло царапнувший взгляд,
Этот мертвенный отсвет в чернеющих окнах напротив.
Пережить бы ноябрь. Увидать сквозь сырую пургу
На январском листе птичьих лапок неровные строчки,
Лиловатые тени на мартовском сизом снегу,
Послабленье режима и всех приговоров отсрочки.
Пережить бы ноябрь… Ночь ерошит воронье перо,
Задувает под рёбра, где сердце стучит еле-еле.
И дрожит абажур. Это призрачный поезд метро,
Глухо лязгнув на стыках, промчался к неведомой цели.
Ноябрь 2005.
W tym pokoju słychać, jak nocą jadą pociągi
gdzieś tam pod ziemią, w tunelu bez końca...
Żeby tylko przeżyć listopad! Jak Bóg da, to
nie wyczuje nas żadna świnia i, zobaczysz, doprawdy nie pożre.
Żeby tylko przeżyć listopad – tę skakankę dat w czeluściach pamięci,
te szare kartki ze stemplem na plecach,
ten ochrypły śmiech, to spojrzenie, od którego zasycha w gardle,
ten martwy odblask w oknach czerniejących naprzeciwko.
Żeby tylko przeżyć listopad. Poprzez burą zawieję dojrzeć
na arkuszu stycznia nierówny ścieg ptasich łapek,
błękitne cienie na marcowym sinym śniegu,
pobłażliwość reżimu i odroczenie wszelkich wyroków.
Żeby tylko przeżyć listopad... Noc czochra wronie pióro,
zawiewa pod żebra, gdzie serce i tak ledwo już bije.
I abażur cały dygoce. To nierealny pociąg metra,
głucho zgrzytając na złączach, pomknął w nieznane.
*
Listopad 2005
przekład z rosyjskiego Michał Bukowski